Zmartwychwstać dla siebie?

Dostałam takie życzenia wielkanocne: Życzę Totalnego Zmartwychwstania do Życia w Miłości, Radości, Błogostanie i Obfitości pod każdym względem.

Ba, przecież to nic wielkiego! Proste, prawda? Ilu z nas ma prawdziwe życie w miłości, radości, błogostanie i obfitości? Ilu codziennie umartwia się, nie ze względu na 40 dniowy post i trwanie w mniej lub bardziej uzasadnionej tradycji…, lecz ze względu na taki pomysł na życie lub brak pomysłu na życie. A jeśli można po prostu zmartwychwstać? I zacząć cieszyć się życiem? I jest to możliwe choćby od dziś?

Rzucam zatem wyzwanie: zmartwychwstanie do życia! Jak to zrobić? Małymi krokami, dając sobie siebie codziennie, dając sobie przestrzeń dla siebie codziennie, dając sobie czas dla siebie codziennie. Jeśli nie jesteśmy w stanie na więcej, niech to będzie 15 minut codziennie. Na początek 🙂 15 minut na czytanie książki lub 15 minut na spacer lub 15 minut na medytację lub 15 minut na uważne wypicie herbaty lub 15 minut na stretching. Cokolwiek… Niech to będzie coś, co nas cieszy, ubogaca, rozwija, ulecza… Nawet jeśli miałoby to być 15 minut leżenia na kanapie. Najważniejsze, żeby było w tym DLA SIEBIE, bez wyrzutów sumienia, bez poczucia winy, codziennie, regularnie.

Być może za jakiś czas te 15 minut przemieni się w pół godziny, potem w godzinę i jeszcze więcej… I tak zobaczymy, że cały nasz dzień, cokolwiek robimy jest dla nas, a my jesteśmy w tym dniu dla siebie. Poczujemy, że żyjemy. Zmartwychwstaniemy do własnego życia. I nie chodzi tu o rzucanie pracy, rodziny, tego, co jest. Choć czasem może i pojawić się taka gotowość do zmian… Chodzi o to, żeby w tym, co jest, znaleźć siebie i życie w miłości, radości, błogostanie i obfitości. Wiem, że to możliwe. I co jeszcze jest możliwe?

Nie zwlekajmy zatem, niech już dziś zacznie się osobiste, jedyne, totalne zmartwychwstanie do własnego życia.

A jeśli zmartwychwstanie polega na spakowaniu walizki i wyjechaniu w świat, to zróbcie to!

 


Dodaj komentarz