Ach to ty…?

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty…? Przychodzi ostrożnie, małymi krokami, jakby niepewna, czy to już i czy na pewno chce i wie, co wybiera na najbliższych kilka miesięcy. Bawi się z nami, uwodzi słońcem, by za chwilę napadać na nas deszczem i zawiać wiatrem. Kusi niebieskim niebem, by za chwilę pokazać swe groźne oblicze, łupiąc na nas groźnie zza wielkich i ciemnych chmur. Maluje trawę krokusami i drzewa liśćmi zazielenia. I to jej powietrze. Nieporównywalne z niczym innym. Do wdychania.

Uwielbiam wiosnę. Uwielbiam, gdy zaczynam czuć ciepło, jest jaśniej, na świecie pojawia się więcej kolorów i jest o niebo więcej niebieskiego nieba. Świat radośnieje. Ludzie jakby więcej się uśmiechają. Mówi się, że świat budzi się do życia. Można przeczytać w wielu źródłach, że to czas na wiosenne porządki. I nie chodzi bynajmniej o mycie okien, a o wiosenne porządkowanie siebie.

A ja mówię, że nie trzeba robić żadnych wiosennych porządków, nie trzeba porządkować siebie… wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zawsze było i zawsze będzie. Jest tak, jak jest i jak ma być. Gdybyśmy tylko chcieli zaakceptować siebie, jakimi jesteśmy? Ukochać siebie tak, jak potrafimy to robić, czując pierwsze promienie słońca? A jeśli nie potrzebujemy do tego konkretnej daty, która obudzi nas do życia? Bo życie jest w nas. Jesteśmy życiem zawsze. I jeśli nie musimy mieć impulsu do uporządkowania siebie? Wystarczy, że jesteśmy i doświadczamy.

Wiosna to stan duszy, stan umysłu, stan w sercu. Wiosna to energia. Lekka, radosna, uśmiechnięta. Jak nuty, które grają wiosenny walc Chopina. Taka jest właśnie wiosna. Subtelna, wrażliwa, otulająca delikatnością. I tacy jesteśmy my, czasem tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo ukrywamy (nawet przed sobą) swoją wrażliwość, delikatność i prawdziwe oblicze za chmurami. A chmury to też przecież wiosna.

Ten wiosenny walc grał mi w duszy, gdy pisałam o wiośnie 🙂

 

Dodaj komentarz