Bring your awareness…

Czyli joga w Bryant Park. Pomarańczowe i fioletowe maty rozłożone w szachownicę. Około 200 osób, kilkunastu asystentów… oraz spacerujący gapie.

‚I am not my body, I am not my mind, I am something divine’. Taka mantra powtarzała się dziś przez całe zajęcia. Oczyszczające połączenie ze świadomością w samym środku żyjącego, zatłoczonego miasta było tym bardziej oczyszczające, im większe krople spadały na twarze wpatrzone w ‚something divine’. Doświadczyć siebie, połączenia ze swoim ciałem i boską cząstką z dala od zamkniętej sali z lustrami i muzyką, w tłumie innych doświadczających, nieustająco wywoływało u mnie dreszcze i gęsią skórkę.

Kiedy szalona prowadząca powiedziała bring your awareness down to the feet... nastąpiło coś cudownego i magicznego. Tu w środku wszystkiego, wśród milionów spełnionych i milionów niespełnionych marzeń, wśród milionów szukających nowego, w biegu za życiem, w tęsknocie za więcej, pośród tych przeróżnych energii i wibracji, poczułam siebie, tak bardzo down to the feet and up to the head. Wiem, że można wszystko. Bo wszytko jest w nas. Czy leżymy na macie w Bryant Park czy gdziekolwiek indziej. Wszystko jest naszym wyborem, kreacją, mocą, potencjałem, życiem. Od nas zależy, w którą stronę pójdziemy. I czy spełnimy marzenia czy nie. A może tu i teraz jest ponad nasze marzenia? Bo czy marzenia nie są czasem ograniczające?

PS. W czwartek kolejna joga na trawie. Dziękuję.


Dodaj komentarz