Chagall działa na mnie

Moja wycieczka do MoMa zapadła mi bardzo w pamięć i w ciało. Bardzo lubię sztukę, galerie, muzea. Chodzę tam swoimi ścieżkami, bez słuchawek odgrywających opowieść, co widać na obrazku. Jakoś tak się wydarzyło, że od ostatniego spotkania z wielką sztuką minęło trochę czasu. Czasu, kiedy i ja się zmieniałam. Nie wiedziałam, że może mieć to wpływ także na odbieranie malarstwa. A ma. I to ponad wszystko, co mogłam sobie wyobrazić i pomyśleć na ten temat.

Kiedy przed moimi oczami pojawił się Chagall… zadrżałam. A łzy same popłynęły mi do oczu. Stałam i płakałam, nie patrząc na zatłoczony świat dookoła. Mam szczególne połączenie z Chagallem. Zanim go poznałam, śniły mi się różne rzeczy, latający ludzie, dziwne obrazy, takie jak z marzeń sennych, nierealne, surrealne… I kiedy wpadło mi w ręce malarstwo Chagalla, a potem spotkałam się z nim na wystawie w Rzymie przy Piazza Augusto Imperatore, zadrżałam na widok Chagalla po raz pierwszy. To były obrazy z moich snów. Nie całe, raczej fragmenty. Czułam, jakby moje sny były malowane przez niego (co w koncepcji linearnego czasu nie jest możliwe, aczkolwiek czy to jest jedyna koncepcja czasu?) albo wyśniłam jego obrazy zanim go poznałam.

Odtąd każde spotkanie z Chagallem było wyjątkowe. To ostatnie w MoMa było jednak ponad wszystko. Nawet nie myślałam o tym, że się tam spotkamy. Ekscytacja ciała, wzruszenie, płacz. Sztuka naprawdę potrafi pobudzić molekuły. A jeśli pomyśleć, że wszystko jest jednością i połączeniem, to ja jestem Chagallem, jego obrazem, on jest mną. I dlatego to przeżycie było tak ponad wszystko.


Dodaj komentarz