Energia grudnia

Dzieje się. Niezależnie, jak mocno trzymasz i tak puszcza. Czyści się… Pojawiają się sytuacje, które prowadzą w stronę akceptacji, odpuszczenia, oczyszczenia i pozwolenia na proces. Jesteś w procesie, może trochę wyglądać, jakby to było poza twoim przyzwoleniem, jednak tak naprawdę poprosiłeś o to – dla siebie, dla innych, dla planety.

Nie jest łatwo. Rozdrażnienie, smutek, poczucie winy, żal, wyskakują wszystkie możliwe programy, strach, wstyd, obawy, kontrola, manipulacje, role ofiary i kata…

Jak nigdy wcześniej, intensywnie pojawiają się w twoim życiu osoby (mogłeś także je już znać wcześniej, jednak tak ich nie widziałeś, mogą też pojawiać się całkowicie nowe osoby), które w swoich intencjach chcą cię ‚przebudzić’. A tak naprawdę, w gruncie rzeczy, chcą cię stłamsić, wcisnąć, zawrócić, zatrzymać, zamknąć oczy na to, co zacząłeś widzieć i nie pozwolić wejść w energię grudnia – energię transformacji i uwolnienia. Te osoby nie chcą, byś odczepił się od matrixu, od tego, co zasilałeś do tej pory (być może zasilałeś także te osoby), od tej fizycznej rzeczywistości, więc trzymają cię jakby na linie, chcą przywiązać łańcuchem, cokolwiek może zadziałać, byle byś nie dotknął siebie prawdziwego i nie dotknął tej przestrzeni, która jest otwarta i woła ciebie, przyciąga, a ty wiesz, że teraz jest ten czas. Oczywiście to nie jest tak, że to tylko robią te osoby, one się po prostu pojawiają, są pewnego rodzaju testem, objawieniem dla ciebie, a resztę robisz ty, na co pozwolisz i w jaką przestrzeń wejdziesz.

Nie zrażaj się. Weź głęboki oddech, spójrz na siebie, na swoją wielkość, tę energię nieograniczoną i pełną mocy, którą jesteś, poproś, by właśnie teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej przywrócono ci pamięć, choć kawałeczki pamięci, byś poczuł energię (kim naprawdę jesteś) i byś poczuł tę misję (po co tu naprawdę jesteś). Bo jesteś tu nieprzypadkowo, właśnie teraz. Nieprzypadkowo zaplątałeś się w tę specyficzną energię grudnia, wirujesz razem z nią, plączesz się, nie wiesz, o co chodzi, wywala cię, właściwie wywala cię cały czas. Jak jedno trochę ruszy, wywala z innej strony.

Wszystko jest dobrze, tak ma być. Masz moc w sobie i przetrwasz. To proces ku miłości, proces uwolnienia z matrixu, zostały już naprawdę resztki. I także ty jesteś potrzebny, aby te resztki przetransformować, uwolnić i pójść dalej. Dla siebie, dla innych.

Czego teraz potrzebujesz najbardziej? Swojej prawdy, autentyczności, odwagi do wyrażenia siebie. Obecności. Spojrzenia sobie w oczy i zadania pytania – kim jestem, czego tak naprawdę pragnę. Zadaj sobie te pytania do 21 grudnia. Miej odwagę stanąć przed sobą w pełnym obnażeniu, takim jakim jesteś, nie takim, jakim postrzega cię świat, jakim widzą cię inni ludzie (‘What Sally says about Sarah, tells more about Sally than Sarah’), i nie takim, jakiego stworzyłeś sobie w swojej iluzji, stań prawdziwy przed sobą. Tylko to ma sens. Prawda, ekspresja siebie.

Możesz to zrobić jedynie będąc obecnym w ciele, bez ucieczek i wodzenia siebie za nos, bez odgrywania jakiejś roli przed samym sobą. Odłóż na bok kokietowanie siebie, flirtowanie, sabotaż, aktorstwo. Zostaw ego, rozpuść wszystkie bariery, wszystkie ściany, którymi się obudowałeś. Przez ściany nie dotkniesz siebie, nie poczujesz, ściany to solidna energia, a ty jesteś energią miękką, przestrzenią, miłością.

I bądź cierpliwy. To proces. Nie jesteś w nim sam. Jest nas wielu… wszyscy gotowi na prawdę i miłość. Masz wsparcie. Jedyne, co masz zrobić, to poddać się temu, płynąc z prądem, zaufać i jeszcze raz – być cierpliwym. Być.

Do końca grudnia poczujesz, jak otwiera się przestrzeń miłości, życzliwości, wdzięczności. Uwolnisz stare, przetransformujesz je i oświecisz światłem wszystko, co wydawało się ciemnością. Ciemności nie trzeba już karmić. Wszystko, co nie służy może odejść – teraz. To twój wybór, czy będziesz chciał jeszcze to zasilać czy nie… Możesz temu po prostu z miłością podziękować. Spójrz w lustro, obnaż się przed sobą, wejrzyj w swoje serce, w swoją prawdę i będziesz wiedzieć, w jaką stronę, w co, ku jakim ludziom chcesz skierować siebie, swoją ekspresję, miłość i autentyczność. I zaufaj, jakkolwiek to wygląda. I cokolwiek podpowiada umysł, ego, iluzja, matrix. Po prostu idź za tym, co masz w sercu, nie udawaj, że nie wiesz, co tam jest. Wiesz. Skończ z tą iluzją i udawaniem przed samym sobą.

Nie mów, że nie masz czasu, że jeszcze musisz zrobić to i tamto. Nic nie musisz. A czas jest iluzją. Idź za głosem serca. Masz czas na wszystko. Zawsze tak było.

Nadchodzi niebo na ziemi. Ono już tu jest, tylko jeszcze nie wszyscy je widzimy. Nie wszyscy też będą chcieli je zobaczyć. Ci co mają – zobaczą i poczują.

Przyjmij ten grudzień takim, jaki jest. Możesz chorować, dziwnie chorować, może nic ci się nie chcieć. Możesz mieć w sobie dużo zwątpienia, możesz nie widzieć sensu w czymkolwiek… możesz chcieć wszystko rzucić, zniknąć. Idź za głosem serca. Bądź wdzięczny za wszystko, co się teraz dzieje, to są informacje dla ciebie, o tobie, informacje, co jest jeszcze do zrobienia. Uwolnij, niczego nie wypieraj, przepuszczaj przez siebie i odpuszczaj. Może trochę boleć lub trochę bardziej boleć, mogą popłynąć łzy. Pozwól na wszystko. Nie udawaj twardziela. Bądź, kim jesteś. To może płakać twoja dusza, może łączyć się z boską informacją ze źródła, może się cieszyć z tego, co wybierasz. Możesz też opłakiwać uwalnianie z matrixu. To może boleć, bo przez lata tworzyłeś silne połączenia z tym, co nie do końca było twoją misją tutaj (nie oceniaj niczego, tak miało być, to był i jest proces). Podziękuj iluzji, już ci nie służy. Zrozum, że wszystko jest niczym, a nic jest wszystkim. Zrozum, że rzeczy są inne niż wydają się być. Rzeczy po prostu są.

Teraz jest czas, abyś zrobił to, po co tu jesteś. I żebyś był dokładnie takim, jakim jesteś.

O to prosi cię źródło i boska miłość. Przyjmij to wołanie, pozwól na ten proces. Bądź autentyczny w miłości, radości i szczęściu.


2 komentarze

  1. Aska

    / Odpowiedz

    Czasami wydaje się nam, że wszystko wali się na głowę, że więcej już nie damy rady. Czujemy się opuszczeni, zmęczeni, zdruzgotani. Wtedy przychodzi moment, krótka chwila często niezauważalna, pominięta, w której zdajemy dobie sprawę z tego, że tak naprawdę trzeba po prostu powiedzieć ” ho’oponopono ” 🙂


Dodaj komentarz