Mecz

Doświadczyłam dziś energii tysięcy ludzi. Półfinał, który dla każdego Amerykanina wiele znaczy. Serena Williams contra Roberta Vinci. Wydawało się, że będzie krótko, szybko i pozamiatane. Tak robi przecież Serena.

Dziś jednak było inaczej. Wrzeszczący i przeżywający każdą piłkę tłum kibicował obu paniom. Siedziałam pomiędzy prawdziwymi „siostrami Williams” i rodakami Vinci. To było jednak nieważne. Emocje sportowe powodowały, że zacierały się granice. Tak samo cieszyliśmy się z piłki dla Sereny jak i dla Roberty.

Wszystkie emocje powodowały we mnie gęsią skórkę, nieustające dreszcze i wzruszenie. Tłum ma ogromną moc, potrafi poruszyć i naprawdę zmieniać świat.

Dzisiaj wygrała silniejsza, co wcale nie znaczy silniejsza fizycznie. Amerykanie bardzo rzadko mają chwile takiego zawodu… i dziś pokazali, że potrafią się cieszyć także z czyjegoś zwycięstwa. Byli prawdziwi. To jeden z takich meczów, który zapada w pamięć. Był prawdziwy.


Dodaj komentarz