Prawdziwość

Ciepły wrześniowy wieczór na Columbus Circle powitałam ciepłym uśmiechem… Takim z serca….

Cudny młodzieniec śpiewał aksamitnym głosem, podarowanym od aniołów, jakby tylko dla mnie i dla pięknej czarnoskórej kobiety o oczach nie z tej ziemi, o oczach, w których odbija się wszechświat miłości. Śpiewał ‚just like you are’ i ‚you are not alone’. Kawałek dalej kwartet młodzieżowy – kontrabasy i wiolonczele (znamię czasu odciśnięte na nutach wyświetlanych na iPadzie położonym na pulpicie). Obok sesja fotograficzna pięknej dziewczyny w mocnym makijażu, przyciągających uwagę czarnych ustach, czarnym kombinezonie, przy ciemnym już niebie. Jeszcze kawałek dalej bezdomny, niezwyczajny, dbający o siebie, robiący pedicure.

Performance w wykonaniu każdej z tych osób daleki był od artyzmu, a na pewno znawcy sztuki wokalnej, muzycznej czy nawet kosmetycznej nie daliby wysokich not za wykonanie. Jednak jest coś, co każe mi dać wysokie noty. Ci ludzie byli piękni w swoim działaniu. To był artyzm prawdziwości i autentyczności. Prawdziwość chwili, w której całkowicie byli. To, co robili wypływało z ich serca, robili to, jak umieli najlepiej, z największą radością i prawdą. Nie osądzali siebie i nie oglądali się na innych.

Ile razy pozwalasz sobie na autentyczność siebie? Jak ten czarnoskóry saksofonista u zbiegu 6th Ave i 51rd Street? Jak często twoje działanie jest prawdziwe? A twoje bycie jest twoją prawdą, jakakolwiek ona jest?

Proszę, bądźcie autentyczni. Nie udawajcie. Nie ukrywajcie się. Prawda jest piękna i porusza serca. To dlatego się zatrzymujemy, patrzymy i słuchamy jak zaczarowani… A jeśli tu wcale nie chodzi o talent?


Dodaj komentarz