Skoczyć z bungee naprawdę

Do życia. Ilu z was udowadnia sobie raz na jakiś czas, że ma odwagę? Ilu z was podejmuje się ekstremalnych przeżyć, aby udowodnić sobie (i innym), że potrafi i może wszystko? Skok z bungee? Spadochron, paralotnia, narty z wysokiej skały? A może nurkowanie z rekinami? Proszę bardzo.

Kilkanaście minut adrenaliny, szast, prast, skok. Załatwione, zrobione, zaliczone. Mam odwagę, potrafię, umiem wszystko.

Kiedy jednak przychodzi do życia naprawdę… do skoku z bungee we własnym życiu… Ilu jest na to gotowych? Ilu nie jest w stanie wjechać windą na wysoką górę, nie mówiąc już o spojrzeniu w dół lub przygotowaniu się do skoku, założeniu ekwipunku? O skoku nie ma mowy, nawet jednej myśli.

Jak bardzo zatem jest prawdziwy ten skok udowadniający wszystko? Kiedy stojąc na krawędzi swojego życia, przed drzwiami (otwartymi!) do zmiany, do wyjścia poza znaną strefę, nie jesteśmy w stanie wysunąć stopy poza bezpieczny obszar? Sama stoję na krawędzi. Dla mnie jest to chmura, jedną nogą byłam już niejednokrotnie na zewnątrz. Wystawiałam rękę, czułam powietrze i wyobrażałam sobie, jak lecę… I choć wiem, że nie spadnę, choć wiem, że mam skrzydła i mnie uniosą, nie zrobiłam jeszcze skoku do życia. Co jest takiego w tej strefie komfortu, że niby z niej wychodzimy, a ciągle tam jesteśmy…?

Czy dziś jest ten czas, żeby wykonać najważniejszy skok dla siebie? Skok, może jeden krok, do życia…

PS. Znalezione w księgarni 26 września, przypadkiem… poczułam, że to brakujący element tego wpisu, więc proszę bardzo 😉

photo (2)


Dodaj komentarz