Znaleźć ciszę wewnątrz siebie

Kiedy żyje się w betonowej dżungli, zaczyna się doceniać rzeczy, o których się wiedziało, że są, które były, a ich nie zauważaliśmy lub nie słyszeliśmy.

Nowy Jork to miasto tętniące i ciągle nawiązujące kontakt z każda molekułą, która tu jest. Miasto nieustającej wibracji, także pod stopami. Miasto, w którym jest wszystko, nawet jeśli jeszcze nie zostało zmaterializowane, to i tak tu już jest. W tym mieście trudno jest o dwie rzeczy – o ciszę i o obecność. Dlatego tak ważne jest znajdowanie spokoju i ciszy wewnątrz siebie. Bo tutaj, szczególnie na Manhattanie, nawet w parku nie ma ciszy (i nie chodzi o śpiewające ptaki, które ciszę przerywają), po prostu nie ma tu ciszy. Przy ruchliwej 5 Alei, przed New York Public Library odbyła się przedpołudniowa medytacja. I choć na plecach czuło się hałas porównywalny jednocześnie do kilku pociągów, pracujących koparek oraz kilku dźwigów na budowie, to 10 metrów dalej była cisza – wewnętrzna cisza. Cisza pozwalająca zajrzeć w głąb siebie, pozwalająca usłyszeć ptaki na drzewach i pozwalająca być tutaj, teraz, w tym momencie. Zabrałam tę ciszę ze sobą.

PS. Ptaki w Nowym Jorku zdają się nie przejmować hałasem ulicznym, śpiewają swoje melodie, nie dbając o to, czy ktoś je usłyszy. Są szczęśliwe.


Dodaj komentarz